Od czego zacząć tworzenie sklepu internetowego?

Zastanawiasz się nad własnym sklepem internetowym, ale nie wiesz, od czego zacząć? Spokojnie – to normalne. Internet kusi potencjałem zarobku, elastycznością i niskim progiem wejścia, ale zanim postawisz pierwszą stronę czy wykupisz hosting, warto zacząć od… myślenia.

Jak znaleźć swoją niszę?

Znalezienie niszy to jak wybór miejsca na targu. Możesz stanąć tam, gdzie jest już tłum sprzedawców, i próbować się przebić, ale możesz też znaleźć wolne miejsce, gdzie akurat ludzie szukają dokładnie tego, co masz do zaoferowania. Tylko… skąd wiedzieć, co to za miejsce?

Zacząłem od wypisania tematów, które mnie interesują. Co lubię? Na czym się znam? Gdzie sam kupuję coś online, bo nie mogę znaleźć tego lokalnie? Warto spojrzeć też na swoje codzienne problemy – może właśnie w nich tkwi potencjał na dobry sklep?

Pomocne są też narzędzia:
Google Trends, żeby zobaczyć, czy dany temat zyskuje na popularności.
Senuto, Surfer SEO albo Ahrefs, jeśli chcesz zobaczyć, czego ludzie szukają i ile jest zapytań.
– Fora, grupy na Facebooku, Reddit – tam ludzie dzielą się prawdziwymi problemami.

Nie chodzi o to, żeby wynaleźć nową kategorię produktów. Chodzi raczej o to, żeby znaleźć konkretne potrzeby konkretnej grupy ludzi, które jeszcze nie są zaspokajane w 100%.

Czy poradzę sobie z konkurencją?

Nawet jeśli znajdziesz ciekawą niszę, zawsze pojawi się pytanie: czy dam radę konkurować z innymi? A może rynek jest już podzielony i nie ma sensu próbować?

Tu warto podejść do tematu z chłodną głową. Sama obecność konkurencji to nie powód, by rezygnować – wręcz przeciwnie, konkurencja oznacza, że rynek istnieje i działa. Kluczowe pytanie brzmi: jak mocna jest ta konkurencja i czy jesteś w stanie się wyróżnić?

Jak zmierzyć siłę konkurencji?

Na tym etapie warto przeanalizować:

  • Widoczność konkurencji w Google – wystarczy wpisać kilka fraz kluczowych, które są związane z twoją niszą. Kto się pojawia? Czy są to ogromne sklepy, czy raczej mniejsze strony?

  • Jakość ich stron – czy mają nowoczesny wygląd? Czy działają szybko? Czy łatwo się po nich poruszać?

  • Asortyment i ceny – czy oferują coś wyjątkowego? Czy masz szansę zaproponować coś lepszego lub bardziej niszowego?

  • Obecność w social mediach – sprawdź ich profile. Czy są aktywni? Czy klienci komentują, udostępniają, są zaangażowani?

  • Opinie i recenzje – jakie mają oceny? Czy klienci są zadowoleni, czy wręcz przeciwnie – jest miejsce, by wejść z czymś lepszym?

Na tym etapie chodzi o zrozumienie terenu, a nie o to, by się zniechęcać. Możliwe, że rynek wydaje się nasycony, ale jednocześnie większość graczy robi to… przeciętnie. A przeciętność zawsze można przebić dobrym pomysłem i wykonaniem.

Budowa sklepu internetowego – SaaS czy open source?

Przechodzimy do coraz bardziej krętej ścieżki e-commerce. Czas na etap: budowa sklepu internetowego. Kiedy już mniej więcej wiedziałem, co chcę sprzedawać i komu, przyszedł czas na jedno z najważniejszych pytań: jak zbudować sklep internetowy? A dokładniej – na czym go postawić? I tutaj zaczęła się jazda bez trzymanki, bo opcji jest naprawdę sporo.

Na początku wpadło mi w oko kilka gotowych rozwiązań typu SaaS – czyli takich, gdzie sklep dostajesz „w pudełku”. Płacisz miesięczny abonament, logujesz się do panelu i właściwie wszystko masz pod ręką. Przykłady? Shoper, Sky-Shop, Shopify. Brzmi nieźle, prawda? Brak konieczności martwienia się o serwer, aktualizacje czy zabezpieczenia. Po prostu siadasz i działasz.

Ale szybko pojawiły się wątpliwości. Czy takie rozwiązanie nie zamknie mi ścieżki rozwoju? Bo o ile na start wygląda to świetnie, to potem może się okazać, że nie mogę zintegrować sklepu z jakimś systemem, bo API jest ograniczone. Albo że nie mogę zmodyfikować checkoutu, bo trzeba dopłacić do wyższego planu. Albo że miesięczny abonament przestaje się opłacać, kiedy rośnie liczba zamówień. I że niby wszystko jest, ale jak chcesz coś więcej – to już nie bardzo.

Z drugiej strony mamy open source – czyli systemy takie jak PrestaShop, OpenCart, Magento, WooCommerce. Pełna kontrola, możliwość rozbudowy, dowolne modyfikacje. Brzmi kusząco, ale wiadomo – coś za coś. Trzeba ogarnąć hosting, instalację, zabezpieczenia, czasem też programistę, jeśli chcemy coś dopisać. Na pierwszy rzut oka wygląda to na droższe rozwiązanie na start, szczególnie jeśli nie mamy dużego doświadczenia technicznego.

I tu się zaczęła moja wewnętrzna walka: czy postawić na wygodę, czy na niezależność?

Im dłużej analizowałem, tym bardziej dochodziłem do wniosku, że open source daje mi więcej możliwości na dłuższą metę. Może wymaga więcej na początku, może trzeba posiedzieć, poczytać, zainstalować, ale potem… to ja decyduję, co sklep robi, jak wygląda i jak się rozwija. Nie jestem ograniczony planem „Premium Pro Turbo Max” tylko dlatego, że chcę zmienić kolor przycisku „Kup teraz”.

Ostatecznie skłaniam się ku rozwiązaniu open source – może nie najłatwiejszemu na start, ale najbardziej przyszłościowemu, jeśli myślimy o sklepie internetowym poważnie i długofalowo. W kolejnym kroku spróbuję porównać konkretne platformy open source, bo – jak się okazuje – nawet w tej grupie wybór nie jest oczywisty.

Którą platformę open source wybrać do sklepu internetowego? Pomógł mi w tym ranking od Design Cart

Skoro już zdecydowałem, że stawiam na open source, pora było odpowiedzieć sobie na kolejne, równie trudne pytanie: którą platformę konkretnie wybrać? Opcji nie brakuje – Magento, PrestaShop, OpenCart, WooCommerce – każda z nich ma oddanych fanów i konkretne zalety. Tyle że… każda ma też swoje ograniczenia. I jak tu podjąć decyzję?

Z pomocą przyszedł mi ranking platform e-commerce przygotowany przez firmę Design Cart. Co jakiś czas publikują oni bardzo rozbudowane zestawienie, które – jak sami piszą – tworzą przede wszystkim na własne potrzeby wdrożeniowe, ale chętnie dzielą się nim z internetem. I dobrze, bo to najbardziej konkretny i rzeczowy ranking, jaki udało mi się znaleźć w polskim internecie. 

Zobacz ranking sklepów online.

Czym ten ranking różni się od innych?

To nie jest zestawienie na zasadzie „X ma ładne szablony, więc dajemy mu 5 gwiazdek”. Design Cart bada konkretne aspekty:

  • Skalowalność – czyli czy platforma nadaje się do rozbudowy o bardziej zaawansowane mechanizmy (np. konfiguratory produktów, niestandardowe ścieżki zakupowe).

  • Dostępność rozszerzeń – zarówno płatnych, jak i darmowych. To przekłada się bezpośrednio na koszty rozwoju sklepu.

  • Szybkość działania, łatwość zarządzania, dostępność wsparcia technicznego – wszystko to, co realnie wpływa na życie właściciela sklepu.

Z tego rankingu jasno wynikało, że do 2016 roku główną platformą w Design Cart była PrestaShop, ale potem… została zdeklasowana przez OpenCart. I powiem szczerze – to właśnie ten fakt zwrócił moją uwagę. Bo skoro firma, która od lat wdraża sklepy, zmienia fundament swojej działalności, to znaczy, że coś musi być na rzeczy.

Co dowiedziałem się z rankingu?

Zacznę od tego, co mnie naprawdę zaskoczyło – OpenCart zdobył najwięcej punktów w całym zestawieniu. I nie dlatego, że ma wszystko, co najlepsze – ale dlatego, że oferuje najlepszy balans:

  • Jest najszybszy – co nie tylko wpływa na komfort użytkownika, ale i na pozycję w Google.

  • Ma najwięcej darmowych rozszerzeń i szablonów, co obniża koszty startu i rozwoju.

  • Działa w klasycznym, czystym modelu MVC, co sprawia, że jego rozbudowa jest prosta i logiczna.

  • Ma dobrą funkcjonalność na start, ale bez zbędnego przeładowania.

  • Panel administracyjny jest intuicyjny, nawet dla osób nietechnicznych.

Z kolei WooCommerce, który na początku mocno rozważałem, wypadł w rankingu przeciętnie. Owszem, ma świetne wsparcie techniczne i najłatwiejszy próg wejścia, ale cierpi na brak funkcji startowych, wysokie koszty rozszerzeń (często abonamentowe) i niską skalowalność. W skrócie: super na bloga z koszykiem, ale słabo jako pełnoprawna platforma e-commerce.

Magento? Potężne, ale złożone. Świetne dla dużych firm z zapleczem IT – nie dla mnie na tym etapie.

PrestaShop? Dojrzałe rozwiązanie, ale w moim odczuciu za bardzo rozciągnięte między nowoczesnością a przestarzałymi fragmentami kodu. I niestety – bardzo drogie rozszerzenia.

Dlaczego ostatecznie skłaniam się ku OpenCart?

Wszystko, co przeczytałem w rankingu Design Cart, potwierdziło moje wrażenia po testach demo. OpenCart jest szybki, przejrzysty, elastyczny i tani w utrzymaniu. A co najważniejsze – skalowalny. Dla kogoś, kto nie chce być ograniczany, ale też nie planuje zatrudniać zespołu programistów, to rozsądny wybór między Magento a WooCommerce.

I co ciekawe – to właśnie ta platforma, której w Polsce używa się najmniej, a ma potencjał, żeby dominować. Mam wrażenie, że po prostu została źle wypromowana i przegapiona przez wielu polskich przedsiębiorców.

Leave a Comment

Scroll to Top